Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   27   —

śliwie hi! hi! hi! Potem udałem się do Tekamy i kupiłem nowy skalp, jeśli się nie mylę. Nazywa się to peruką i kosztowało mnie trzy grube wiązki skórek bobrowych. Ale to nic nie szkodzi, gdyż nowa skóra jest o wiele praktyczniejsza, zwłaszcza w lecie; mogę ją zdjąć, kiedy się spocę, hi! hi! hi!
Rzucił kapelusz na strzelbę i założył perukę na głowę, poczem rozebrał się z bluzy i przewiesił ją przez krzesło. Była połatana wielokrotnie tak, że jeden kawał skóry przyszyty był na drugim, co nadało jej takiej sztywności i grubości, że strzała Indyanina nie łatwoby ją przebiła.
Teraz ujrzeliśmy jego cienkie, krzywe nogi. Na nim została tylko skórzana kamizelka, a za pasem nóż i dwa pistolety. Gdy powrócił do krzesła przy stole, spojrzał chytrze najpierw na mnie, a potem na panią domu i zapytał:
— Może mylady powie przed jedzeniem temu greenhornowi, o co chodzi, jeśli się nie mylę?
Zwrot „jeśli się nie mylę“ był jego stałą nawyczką. Lady skinęła głową, zwróciła się do mnie, wskazała na młodszego gościa i rzekła:
— Nie wiecie zapewne, że mr. Black jest waszym następcą, sir!
— Moim... na...stępcą? — wybuchnąłem zmieszany.
— Ponieważ żegnamy was dzisiaj uroczyście, musieliśmy się rozglądnąć za nowym nauczycielem.
— Poże...gna...nie?
Przypuszczam, że wyglądałem w owej chwili jak uosobione przerażenie.
— Tak, pożegnanie, sir. — rzekła z uśmiechem, który mi się wydał niestosownym, gdyż ja bynajmniej nie czułem ochoty do wesołości. — Polubiliśmy was bardzo, nie chcieliśmy przeto przeszkadzać wam w tem, byście jak najprędzej doszli do szczęścia. Bardzo nam przykro, że nas opuszczacie, ale rozstajemy się z wami przejęci wielką dla was życzliwością. Jedźcie jutro w imię Boże!