Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   19   —

bo to trzeba wykonać o własnych siłach. Zsiąść o wiele łatwiej, gdyż o to już koń się stara i to bardzo prędko.
— U mnie koń się o to nie postara!
— Tak? Zobaczymy! Może spróbujecie?
— Z chęcią.
— To chodźcie! Dopiero siódma godzina, macie jeszcze dość czasu. Pójdziemy do Jima Kornera, odnajmującego konie. Ma on deresza, który się już o to dla was postara.
Wróciliśmy do miasta, odszukaliśmy handlarza koni, który posiadał dużą ujeżdżalnię, otoczoną stajniami. Korner wyszedł sam i zapytał, czego żądamy.
— Ten młodzieniec twierdzi, że żaden koń nie zrzuci go z siodła — odpowiedział Henry. — Cóż wy na to, mr. Korner? Pozwolicie mu wydrapać się na waszego deresza?
Handlarz zmierzył mnie badawczym wzrokiem, potrząsnął potem głową i odrzekł:
— Kościec zdaje się dobry i giętki; zresztą młodzi ludzie nie łamią karku tak łatwo, jak starsi. Jeżeli ten gentleman chce spróbować deresza, to nie mam nic przeciwko temu.
Wydał odpowiednie rozkazy i niebawem wyprowadzili ze stajni dwaj parobcy osiodłanego konia. Był bardzo niespokojny i usiłował się wyrwać. Stary mr. Henry zląkł się o mnie i prosił, żebym próby zaniechał, ale ja się po pierwsze nie bałem, a po drugie uważałem tę sprawę za rzecz honoru. Kazałem sobie podać bicz i przypiąć ostrogi i po kilku daremnych skokach konia, którymi chciał nie dopuścić do uskutecznienia mego zamiaru, wydostałem się na siodło.
W tej samej chwili odbiegli parobcy czemprędzej, a deresz rzucił się wszystkiemi czterema nogami w górę, a potem skoczył w bok. Utrzymałem się na siodle, chociaż nóg nie miałem jeszcze w strzemionach. Spieszyłem się, by je prędko założyć. Zaledwie się to stało, zaczął koń wyrzucać tyłem, a gdy nic tem nie wskórał, podbiegł ku ścianie, aby mnie o nią zsunąć, ale bicz odpę-