Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Walczmy nie słowami, lecz karabinem. — Old Shatterhand powiedział to z lekką ironją, wiedząc, że wódz się nie zgodzi na strzelbę. I rzeczywiście Wilk odpowiedział szybko:
— Nie chcę mieć nic do czynienia z twoją strzelbą śmierci. Między nami rozstrzygnie nóż i tomahawk!
— I z tego jestem zadowolony.
— To wkrótce będziesz trupem, a ja posiądę całą twoją własność, przedewszystkiem zaś konia!
— Wiem, że mój koń wzbudza w tobie chciwość, ale czarodziejska strzelba jest jeszcze cenniejsza. Co z nią poczniesz?
— Nie chcę jej i nikt inny również nie pożąda. Kto jej dotknie, ten rani swych najlepszych przyjaciół. Zakopiemy ją głęboko w ziemię; tam niechaj zardzewieje i zgnije.
— Więc ten, kto ją ma zakopywać, niech będzie bardzo ostrożny, inaczej ściągnie wielkie nieszczęście na szczep Utahów-Yamba. A teraz powiedz, kiedy i w jakim porządku odbędą się pojedynki?
— Najpierw będą pływać. Ale! Wiem, iż chrześcijanie przed śmiercią chętnie odprawiają swe tajemnicze obrzędy, dam wam przeto taki czas, jaki wy, blade twarze, nazywacie godziną. —
Czerwoni utworzyli dookoła białych koło zapewne tylko dlatego, aby widzieć dokładnie, jak blade twarze przerażą się z powodu przydzielenia im tak silnych przeciwników; nie ujrzawszy jednak nic takiego, rozeszli się znowu. Zdawało się, że teraz nikt nie dba o myśliwych, ale ci wiedzieli dobrze, że ich bardzo uważnie obserwują. Siedzieli we czwórkę, rozmawiając o możliwości