Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dlową, że ten był nią wprost zachwycony. Obcy podawał się za przedsiębiorcę, utrzymującego łódki na kanałach, i oświadczył, że dorobił się majątku jako poszukiwacz złota. Przy tej sposobności zgadali się; obcy poznał niedawno pewnego myśliwego nazwiskiem Engel, który był również Niemcem. Naturalnie myślał brata gospodarza, a miał tyle do opowiadania o nim, że minęło popołudnie i wieczór nawet, a obcy nie pomyślał o odejściu. Proszonego naturalnie, aby pozostał przez noc, na co, po pewnym wzdraganiu się, przystał. Wkońcu Engel opowiedział mu o śmierci swego brata i, to co było śmierci przyczyną, — wizerunek na skórze — wyciągnął z małej szafeczki ściennej. Potem udano się na spoczynek. Cała rodzina spała na piętrze w izbie, leżącej od tyłu; parobek również na piętrze, lecz po drugiej stronie w małej komórce. Gościowi wskazano najlepszy pokój, leżący w przedniej części domu. Na dole było wszystko pozamykane. Engel zabierał klucze ze sobą na górę. Niedawno przypadały urodziny Freda, jego syna, na które chłopiec otrzymał w podarunku dwuletnie źrebię. W nocy przyszło Fredowi na myśl, że wieczorem z powodu licznych i zajmujących przygód, o których opowiadano, zapomniał źrebię nakarmić; wstał więc i opuścił sypialnię na palcach, aby nikogo nie obudzić. Na dole odsunął zasuwę przy drzwiach tylnych i przeszedł przez podwórze w stronę stajni. Nie uważał za potrzebne brać światła, tem bardziej, że kuchnia, w której latarnia wisiała, była zamknięta. To też musiał źrebię karmić pociemku; trwało to dłużej niż zwykle. Jeszcze nie skończył, kiedy mu się wydało, że posłyszał krzyk; wyszedłszy ze stajni na dziedziniec, ujrzał, jak gaśnie