Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tem wrócił na drugą stronę, aby i tam poszukać. Ale napróżno. Wszelki brak śladu wprowadził rudego w błąd. Dwa razy przeszedł obok kryjówki, a jednak nie spostrzegł ukrytego w niej Engla. Ten nadsłuchiwał jeszcze dłuższy czas, lecz nie usłyszał już kroków mordercy; mimo to, dopiero kiedy dobrze ściemniało, odważył się przepłynąć na drugi brzeg i szedł przez całą noc wprost na zachód, możliwie najdalej od tego miejsca.
— Czy był ranny?
— Tak, został draśnięty w plecy poniżej ramienia. Wskutek podniecenia i zimnej wody, nie zauważył tego, a może nie zwracał uwagi; ale w czasie marszu zaczęła mu rana dolegać. Opatrzył ją więc, jak mógł, kojącemi liśćmi. Wyczerpany był doszczętnie. Szalony głód zaspakajał znajdowanemi korzonkami. Dopiero pod wieczór dostał się do samotnego kampu; tam go podjęli gościnni mieszkańcy. Był tak osłabiony, że nie mógł im nawet opowiedzieć, co przeżył, i padł w omrok. Kiedy powrócił do przytomności, leżał w jakiemś starem łóżku. Potem dowiedział się, że przeleżał prawie dwa tygodnie w febrze, w której mówił ciągle o zabójstwie, krwi, ucieczce i wodzie. Teraz dopiero opowiedział swe przygody, sam zaś posłyszał, że cowboy spotkał rudego człowieka, który go pytał, czy przypadkiem nie przyszedł do kampu jaki obcy. Boy raz już zetknął się z tym człowiekiem w Colorado Springs i wiedział, że nazywa się Brinkley. Nie czując doń nadmiernego zaufania, odparł przecząco. Tak Engel dowiedział się nazwiska mordercy. Rana poczęła się goić, a potem, przy sposobności, zabrano go do Las Animas.
A więc nie do Puebla, — rzekł nadzorca, — inaczej