Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cie mordercę? Z pewnością jest nim rudy kornel!
— Tak, to on, sir! Ale... przecież miał i was zamordować.
— Tylko zranił, sir, tylko zranił. Cios nie dosięgnął na szczęście serca. — A wy, master Droll, możecie mi powiedzieć, co się stało z moim towarzyszem?
— Umarł. Kornel zranił go tak samo, jak was i od tego biedak umarł.
— Opowiadajcie, sir, opowiadajcie!
— Historja bardzo krótka. Kiedy kornel wywabił was z obozu, Engel nabrał podejrzenia. Dlaczego ten człowiek zabrał was, chociaż nie mieliście broni? Musiał mieć w tem jakiś szczególny cel, niezwiązany z polowaniem. Wy obaj przecież niedowierzaliście kornelowi i teraz Engel począł się niepokoić. Ta obawa nie dawała mu spokoju i dlatego podniósł się, aby iść waszemi śladami. Troska o was podwajała szybkość jego kroków i po upływie może godziny zbliżył się na tyle, że mógł was widzieć. Właśnie dotarł do końca zarośli, kiedy was ujrzał; ale to, co zobaczył, zmusiło go do cofnięcia się. Rudy zadał wam cios i teraz klęczał nad wami, aby się przekonać, czy rana jest śmiertelna. Co miał Engel robić? Czy rzucić się, nie mając żadnej broni, na mordercę, aby was, pomścić? To byłoby szaleństwem. — Engel zawrócił więc i uciekał początkowo pozostawionym przez siebie tropem, następnie, kiedy znalazł się w odpowiedniej okolicy, na wschód. Ale wkrótce przekonał się, że morderca następuje mu na pięty. Wyszedłszy na jakiś pagórek, ujrzał, że rudy idzie za nim. Dzieliła ich stroma przestrzeń może najwięcej dziesięciu minut. Po drugiej stronie wzgórza by-