Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


trwogi, — jeśli rzeczywiście jest ktoś, kto ma taki zamiar, to zachodzi tu jakiś nieznany mi splot okoliczności, które sprawiają wrażenie, że ja jestem w związku z tymi zbrodniarzami. Jestem uczciwym człowiekiem i...
— Milczeć! — krzyknął Old Firehand. — Uczciwy człowiek nie morduje.
— Czy twierdzicie może, że ja mordowałem?
— Naturalnie! Wy obaj jesteście mordercami! Gdzie jest lekarz i gdzie jest jego towarzysz, którego ścigaliście z rudym kornelem? Czy nie zastrzeliliście tego drugiego dlatego, że potrzebowaliście jego listu, aby w Sheridanie przedstawić się jako pisarz Heller, a w ten sposób ułatwić sobie zadanie szpiega? Czy nie zabraliście może szarlatanowi wszystkich jego pieniędzy?
— Sir, ja nie... rozumiem... ani... ani słowa z tego... wszystkiego, — jąkał się tramp.
— Nie? To zaraz wam tego dowiodę. Abyście jednak nie wpadli na myśl uciec nam, musimy sobie zabezpieczyć waszą osobę. Mr. Charoy, bądźcie tak dobrzy, zwiążcie temu nicponiowi ręce na plecach. Ja go przytrzymam.
Tramp usłyszawszy te słowa, zwrócił się szybko ku drzwiom, chcąc uciec, ale Old Firehand był jeszcze szybszym; pochwyciwszy go, zawrócił zpowrotem i mimo silnego oporu trzymał tak mocno, że inżynier mógł go bez żadnego trudu związać. Potem odwiązano Dugby’ego od krzesła i zaprowadzono razem z pisarzem do pokoju, w którym leżał ranny Hartley. Kiedy ten zobaczył obu drabów, usiadł na łóżku i zawołał:
— Hola! To te łotry, którzy mnie obrabowali, a biednego Hellera pozbawili życia! Gdzie trzeci?