Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kornel dotarł do zarośli, wparł w nie konia dość głęboko, aby zrzucić trupa. Wycofawszy konia, odjechał, ale dokąd, tego Hartley nie mógł dojrzeć; przez krótki czas słyszał jeszcze uderzenia kopyt; potem wszystko ucichło.
Jankesa ogarnęła zgroza. Teraz prawie żałował, że nie ostrzegł pisarza. Był świadkiem strasznego czynu; nadto trup leżał w jego pobliżu; chętnie byłby się stamtąd oddalił, nie miał jednak odwagi, bo przypuszczał, że kornel będzie go szukał. Tak przeszedł kwadrans, jeden, drugi; wtedy postanowił opuścić okropne miejsce. Spojrzał jednak przedtem jeszcze raz na prerję i zobaczył coś, co go zmusiło pozostać w kryjówce. —
Z prawej strony jechał przez prerję jeździec, prowadząc obok luźnego konia. Natknąwszy się na ślad obu trampów, zsiadł z wierzchowca, a potem obejrzał się uważnie na wszystkie strony i schylił, aby zbadać trop; ruszył za śladem, — a konie szły dobrowolnie za nim — aż do miejsca, gdzie popełniono mord. Tu znowu się zatrzymał, aby je obejrzeć. Dopiero po dłuższym czasie wyprostował się i począł zbliżać. Utkwiwszy oczy w ziemię, szedł śladem kornela. Może o pięćdziesiąt kroków od zarośli stanął, wydał charakterystyczny głos gardłowy i wskazał ręką ku krzakom. Odnosiło się to widocznie do konia, bo uskoczył, zatoczył niewielki łuk i podbiegł ku zaroślom, wciągając powietrze w szeroko otwarte nozdrza. Ponieważ jednak — nie okazywał niepokoju, jeździec zbliżył się również.
Teraz jankes poznał, że ma przed sobą Indjanina. Ten miał na sobie legginy ozdobione frędzlami i bluzę myśliwską również z frędzlami i wyszywaniami na szwach. Małe stopy tkwiły w mokasynach. Długie, czarne włosy