Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ostatni jednak, zrozumiawszy owe słowa, rzekł zaskoczony:
— To Tonkawa! Wielki Niedźwiedź ze swym synem wyprzedzili nas. Czyżbyś ty — powiedz, kim jesteś?
Teraz człowiek ów przestał się opierać; poznał bowiem głos wielkiego myśliwego i odpowiedział zdyszany swą łamaną angielszczyzną:
— Ja Nintropan-hauey. Ty Old Firehand. To bardzo, bardzo dobrze! Czy więcej ludzi z tobą?
— Wielki Niedźwiedź! To szczęśliwy przypadek! Tak, jestem Old Firehand. Ze mną są trzy osoby i mamy konie. Co tu robisz? Wszak trampi w pobliżu!
— Ja ich widzieć! Oni schwycić starego Missouryjczyka Blentera. Chcieć go zabić. Ja biec po pomoc do rafterów, wtem mnie Old Firehand schwytać.
— Chcą zabić raftera? Musimy go wydostać! Gdzie obozują?
— Tam, między drzewami, gdzie być jaśniej.
— Czy rudy kornel jest z nimi?
— Tak, on tam być.
— Gdzie mają konie?
— Jak Old Firehand do nich pójść, to konie stać na prawo, zanim dojść do ogniska.
— A gdzie znajdują się rafterzy?
— W górze rzeki. Stary Niedźwiedź już być u nich i z nimi mówić.
Opowiedział pobieżnie, co się stało, poczem Old Firehand odezwał się:
— Jeśli trampa zabito, to zechcą zamordować Missouryjczyka. My przywiążemy nasze konie i udamy się szybko ku ognisku, aby przeszkodzić morderstwu. Ty