Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


serce. Cóż miałem robić? Wypróżniłem jego kieszenie, wziąłem nóż i rewolwer i zawróciłem ku domowi! Dopiero wtedy zauważyłem, że rafterzy schronili się do baraku; wycofałem się więc szybko i... jestem. — A teraz nie traćmy czasu, lecz szybko uchodźmy!
— Dlaczego? — zapytali trampi.
— Dlaczego? Czyż nie słyszeliście, że czerwoni znają nasz obóz? Naturalnie zechcą nas napaść; a ponieważ mogą przewidzieć, że znaleźliśmy trupa i przez to nabierzemy podejrzenia, więc prawdopodobnie wkrótce nadejdą. A zaskoczą nas, — będziemy zgubieni. Musimy więc natychmiast odejść i wyrzec się pieniędzy rafterów. To będzie najmądrzej i...
Nagle przerwał i wykonał ręką gest ździwienia.
— Co się stało? Co tam masz? — zapytał jeden z trampów. — Mów dalej!
Lecz kornel powstał. Blisko tego miejsca, gdzie siedział, leżeli obaj wywiadowcy; nie znajdowali się jednak obok siebie jak poprzednio. Kiedy bowiem Missouryjczyk spostrzegł kornela i usłyszał głos jego, ogarnęło go niezwykłe podniecenie. Stary nie mógł uleżeć spokojnie i posuwał się coraz dalej i dalej ku skrajowi sitowia. Oczy jego pałały i zdawało się, że wyjdą z orbit. Podniecony, zapomniał o koniecznej ostrożności i nie zważał na to, że głowa jego wystawała z ukrycia.
— Nie pokazać się! szepnął wódz, ująwszy i usiłując go cofnąć. Lecz było za późno; kornel zobaczył głowę raftera. Dlatego to przerwał opowiadanie i szybko powstał, chcąc wywiadowcę unieszkodliwić. Postąpił przytem bardzo chytrze, mówiąc:
— Przypomniałem sobie właśnie, że tam przy ko-