Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ah, to dopiero będzie satysfakcja! Co też powiedzą na mój widok?
— A na mój? — zgrzytnął Landola.
— Będą się z pewnością bardzo cieszyć — szydził starzec.
— Więc powiedz sennor, kto tam siedzi na dole?
Hilario wymienił nazwiska jeńców. Małego André, ponieważ go nie znali, opisał przy pomocy gestów. Landola zamyślił się i rzekł:
— Ułożył pan wszystko doskonale, niestety jednak, sennor, to nie wystarczy. Konieczność wymaga, abyśmy nie mieli świadków. Ludzie, którzy zostali wciągnięci w tajemnicę przez Sternaua, Mariana, hrabiego Fernanda, lub kogokolwiek z ich otoczenia, są równie niebezpieczni, jak nasi obecni jeńcy.
— Wszyscy muszą zginąć, wszyscy! — potwierdził Cortejo.
— Któż to są, ci wszyscy? — zapytał lekarz, zbity z tropu.
— Pomyślmy, zastanówmy się, — rzekł Landola. — Przedewszystkiem Emma i Karja, które były na wyspie. Potem Pedro Arbellez i Stara Marja Hermoyes. Trzeba również wybadać, co się dzieje w forcie Guadelupie. Ci z mieszkańców fortu, którzy znają tajemnicę, muszą również śmierć ponieść.
— Nawał nowej roboty — wtrącił Hilario.
— Prawda, ale to jeszcze nie wszystko. Trzeba nadto naprawić jeden błąd pański, sennor.
— Jaki?
— Wysłanie Grandeprise’a.

86