Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Do kroćset! Co za odwaga! A oficer, któregoście powalili?
— Zapewne leży jeszcze tam, gdzie go zostawiłem. Skneblowałem go, aby pary z ust nie puścił. Oczywiście, odszukam go teraz i oddam mundur.
Udali się na miejsce, w którem Grandeprise pozostawił oficera. — — —
Tymczasem Kurt i marynarz Peters, rozstawszy się z alkadem, wrócili do oberży na spoczynek. Sępi Dziób zrezygnował ze snu; był niespokojny o aresztantów. Czy dozór w więzieniu jest dostateczny, czy niema obawy ucieczki? W prerjach, w lesie dziewiczym człowiek sam pilnuje jeńców i wie doskonale, czego się spodziewać. Ale tu trzeba oddawać jeńców pod opiekę władz, a pani władza była w tych czasach w Meksyku osobą dziwnie płochą. Oto przyczyna, dla której Sępi Dziób, wziąwszy rewolwer i nóż, wykradł się z oberży, aby pomyszkować dokoła więzienia i wybadać, czy wszystko w porządku.
Znalazł się wpobliżu więzienia. Szedł po wąskiej uliczce, otoczonej grubemi murami. Mury były ciemne, niewysokie. Po jednej stronie tworzyły wąski kąt, jeszcze ciemniejszy, niż pogrążona w mroku uliczka. Sępi Dziób skradał się bezszelestnym krokiem doświadczonego znawcy sawany. W pewnej chwili wydało mu się, że słyszy za rogiem jakieś szmery.
Zaciekawiony, podszedł bliżej. Bystrem okiem dojrzał na ziemi jakąś masę, która starała się poruszyć. Pochylił się, trzymając nóż w ręku. — Ach! — Schował nóż do kieszeni, leżała bowiem przed nim postać pół-

34