Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znaleźć trupa, którego ci dwaj zostawili z pewnością na górze. Prócz tego trzeba ująć człowieka, stojącego na warcie.
— To się już stało.
Alkad mylił się, Grandeprise był bowiem doświadczonym strzelcem. Stał przy bramie i czekał na towarzyszy. Nagle usłyszał za sobą jakiś szelest. Wprawne ucho odróżniło kroki dwóch zbliżających się ludzi. Momentalnie padł na ziemię; zaczął pełzać wstecz, aby ich mieć na oku. Dotarł do gęstego krzaku róży, pod którym zatrzymali się obydwaj policjanci.
— Nie widzę go — rzekł jeden.
— I ja nie — odparł drugi.
— Kto wie, co ten chłop z wielkim nosem zobaczył. Może nikt nie stoi na warcie? Szukajmy dalej!
Zaczęli się skradać. Grandeprise zauważył dopiero teraz, że tropią go policjanci.
— Do licha! — mruknął. — Któż to taki? Czy mnie szukają? Chcą mnie może aresztować? Muszę ostrzec towarzyszy!
Zaczął pełzać w kierunku, w którym poszli Cortejo i Landola. Nie znalazł ich jednak. Szukał dalej, bacząc, aby się nie natknąć na nikogo. Zobaczył wśród krzaków promień światła. Idąc za nim, doszedł do grobowca Rodrigandów, przy którym słychać było głośną rozmowę.
— Leży tutaj! — rzekł ktoś.
Ach, trup! Chcieli włożyć do trumny hrabiego. Jeńcy muszą powiedzieć, z jakiego grobu go wykopali.

24