Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Przytrzymać go? Czy potrafię usprawiedliwić ten krok?
— Bezwątpienia. Wrzekomy Veridante jest przecież Gasparinem Cortejem, bratem Pabla Corteja, którego pan zna z pewnością.
— Ależ znam go, jak zły grosz!
— Tak zwanym sekretarzem jego i towarzyszem jest niejaki Henrico Landola, znany kapitan pirackiego okrętu „Lion“, — Grandeprise. Obydwaj są uszminkowani i przebrani. Mają fałszywe paszporty. Ścigam ich z Veracruz.
— To mi wystarczy. Skoro tylko raz jeszcze zobaczę tego Corteja, każę go aresztować.
Udzieliwszy Francuzowi jeszcze kilku informacyj, które uważał za konieczne, Kurt udał się do pana von Magnusa, by mu wręczyć powierzone swej pieczy tajne dokumenty. Został przyjęty z wielką atencją. Podczas rozmowy poruszył sprawę prywatnego celu swej podróży.
Dyplomata słuchał uważnie. Wreszcie rzekł.
— Może pan liczyć na moją pomoc; będę się starał zrobić wszystko, co ode mnie zależy. Więc przedewszystkiem chce pan zwrócić uwagę na grobowiec? Zalecam panu ostrożność. Rozumie pan chyba, że przedewszystkiem należałoby dokonać tajnych oględzin trumny, oczywiście w obecności bezwzględnie wiarogodnego świadka. Wyznam szczerze, że na pańskiem miejscu nie wzywałbym na świadka ani francuskiego, ani cesarskiego urzędnika. Wolałbym rodowitego Meksykanina. Może najwłaściwiej byłoby zwrócić

14