Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cując zatem jako polny robotnik, rozwoziciel, kosiarz, kamieniarz, przeszedłszy wszystkie rzemiosła, dające wiele pracy a mało zarobku, podrosłem i stałem się mężczyzną. Zbiegły żołnierz, chodzący w łachmanach, wyuczył mię czytać; a podróżujący kuglarz, gotów przyłożyć za pensa rękę do każdej sprawy, wyuczył mnie pisać. Teraz już nie tak często sadzali mnie do więzienia, jak poprzednio, ale w każdym razie i obecnie nieraz doświadczałem przyjemności siedzenia pod kluczem.
Na wyścigach, dwanaście lat temu zapoznałem się z człowiekiem, któremubym obecnie rozwalił czerep kamieniem, gdybym się z nim spotkał. Prawdziwe nazwisko jego było Kompenson; tego to właśnie człowieka dusiłem, jak słusznie opowiedziałeś swemu przyjacielowi wczoraj wieczorem po mem odejściu, wyglądał na dżentelmena, był wykształcony w gimnazyum i odebrał dobre wychowanie; mówił pięknie i zadawał szyku. Miał pozór uczciwego. We wilię wielkiej zabawy zastałem go przy kominku restauracyi, do której uczęszczałem. Kompenson siedział z wieloma innymi, gdym wszedł, a gospodarz restauracyi, wielki łotr, dobrze mnie znający, wezwał go i rzekł: „Zdaje mi się, że znalazłem dla pana Odpowiedniego człowieka“ — i wskazał na mnie.
Kompenson popatrzył na mnie uważnie