Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kroków, po korytarzu i schodach rozległy się stąpania i szurania nóg, jakgdyby niesiono na górę jakieś ciężkie ciało. Upłynęło kilka sekund i ponowne skrzypienie schodów pozwoliło wywnioskować, że przybysze, spełniwszy swe zadanie, opuszczają dom. Drzwi zamknięto i znów wszystko zapadło w otchłań milczenia.
Przeszło jeszcze pięć minut. Lekarz poczynał się niepokoić. Postanowił wyjść z pokoju, poszukać kogoś z domowników, i przypomnieć o swojej obecności, kiedy nagle drzwi stanęły otworem i kobieta w czarnej zasłonie, ubrana w każdym szczególe tak, jak ubiegłego wieczoru, dała mu znak, aby się zbliżył. Niezwykle wysoka jej postać w skojarzeniu z tą okolicznością, że nie wyrzekła ani słowa, jakgdyby chcąc ukryć brzmienie swego głosu, wywołała w duszy lekarza podejrzenie, że ma przed sobą mężczyznę w kobiecych szatach. Ale histeryczne łkania, wstrząsające zasłoną, i rozpacz, jaką wyrażała cała jej postać i całe zachowanie się, rozwiały to podejrzenie w jednej chwili; poszedł za nią bez najmniejszej obawy.
Kobieta szła przodem, wskazując drogę. Wspięli się po schodach do pokoju od strony frontowej. Stanęła przy drzwiach, dając mu znak, aby wszedł pierwszy. Umeblowanie było skromne: stara sosnowa skrzynia, kilka krzeseł, łóżko, nad którem niegdyś musiał wisieć baldachim, obecnie zaś, nie było nawet firanek, leżała tylko brudna, połatana kapa. Stłumione światło, płynące przez żaluzję, którą lekarz zauważył od zewnątrz, nadawało otaczającym przedmiotem tak widmowe pozory i okrywało je tak jednostajną barwą, że w pierwszej chwili nie