Strona:PL Karol Baudelaire-Kwiaty grzechu.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Monotonnym elementem
Marmurów, kruszczów i wód.
Babel schodów, arkad krocie,
Nieskończony był to gmach
W ciemnem lub matowem złocie,
Rój się kaskad iskrzył w łzach.
Katarakty tam ciężące,
Jak firanek szklanych zwój,
Na kruszczowych ścian tysiące,
Płaszcz rzucały lśniący swój.
Miast grup drzewnych — kolumnady
Otoczyły jeziór zrąb,
Gdzie olbrzymie się Najady,
Jak kobiety, patrzą w głąb.
Głaz różowy i zielony,
Okuł smugi sinych fal,
Które biegły przez miljony
Mil — ku krańcom świata — w dal!
Głazy jakieś niestworzone,
Nurt magiczny; — były to
Wielkie lustra — rozświetlone
Tem, co ich odbiło tło!
Obojętne i milczące
Te Gangesy — ze swych czar