Strona:PL Karol Baudelaire-Kwiaty grzechu.djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Patera gemmis corusca,
Panis salsus, mollis esca,
Divinum vinum, Francisca!






XXVIII
Do Kreolki.

W kraju pieszczot słonecznych i woni uroczej,
Pod namiotem drzew, wiecznie odzianych szkarłatem
I palm — rozkoszną drzemkę lejących na oczy,
Znałem śliczną Kreolkę, ukrytą przed światem.

Biust jej pełny jest wdzięku; W cerze swej jednoczy
Cudowna czarnobrewa żar z bladości matem;
Jako Djana — Łowczyni śmiała, smukła kroczy;
W uśmiechu spokój, wzrok lśni dumy majestatem.

Gdybyś zwiedziła, pani, kraj chwały uznany,
Brzeg zielonej Loary, wybrzeża Sekwany,
O piękna, godna zamczysk starych być ozdobą,

W ich cieniu wnet-by trysły tysiące sonetów,
Z podbitych przez twe wielkie oczy serc poetów,
Nad twe czarne murzyny korniejszych przed tobą.