Strona:PL Karol Baudelaire-Kwiaty grzechu.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Schodzi wieszczka i w piekeł podniebiach zapali
Brzaski cudownej jutrzenki;
Nieraz w gminnych teatrach widywałem w sali.

Jak postać cała z blasków, ze złota i gazy
W proch strąca piekieł potwory;
Lecz pierś ma, w którą błogie nie schodzą ekstazy,
To teatr, co do tej pory
Próżno szukał zjawiska o skrzydełkach z gazy!






XXVII
Franciscae meae laudes. [1]

Novis te cantabo chordis,
O novellatum quod ludis
In solitudine cordis.

Esto sertis inplicata,
O foemina delicata
Per quam solventur peccata.


  1. Podajemy dla ciekawości niniejszy kaprys poety, średniowieczną łaciną napisany wiersz do kochanki — niejakiej Franciszki — jak powiada T. Gautier — „modystki nabożnej i uczonej“.