Strona:PL Karol Baudelaire-Kwiaty grzechu.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czy odegnasz od ramion swoich marmurowych
Blask, co wnosi ci oknem swoje mroźne tchnienie,
A że twa kiesa pusta, jak twe podniebienie,
Czyż będziesz zbierać złoto sklepów lazurowych?

Aby codzienny chleb twój zdobyć ciężką pracą,
Jak biedne dziecko chóru, kadzielnicę trzymasz,
I śpiewasz hymn Te Deum, choć weń wiary nie masz,
Albo skaczesz na linie, jak głodny bajazzo,
I śmiejesz się przez gorzkie łzy niedostrzeżone,
By rozweselić tłumów ospałych śledzionę.






IX
ZŁY MNICH.

Na swych szerokich murach dawnych lat klasztory
W obrazach wysławiały świętych prawd tajniki,
Których barwy, pobożne grzejąc zakonniki,
Łagodziły surowe modłów ich pokory...

W one dni bujnie kwitły Chrystusowe ziarna
I niejeden, nieznany dziś mnich — silny cnotą,
Chwałę śmierci opiewał z mistyczną prostotą,
A pracownią mu była równina cmentarna.