Strona:PL Julian Ejsmond - Patrząc na moich synków.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PRZEBUDZENIE.


Pierwsze budzą się rączki — kwiaty wirujące...
Słodkie płatki ruchome — różane paluszki
wykwitają ku górze nad śniegiem poduszki,
rozgrzane ciepłem nocy, rozkosznie gorące...

Drugie budzą się ślepki — dwa cuda z błękitu —
I rozjaśnia się buzia uśmiechem półsennym...
Cieszą się modre chabry porankiem promiennym
zadziwione i pełne lubego zachwytu...

Trzecie budzą się drobne, wiśniowe usteczka,
Krzyk radości... Chęć ssania... Wędruje do pysia
podłożona pod słodką szyjeńkę chusteczka...

Budzi się brzuszek — ta poduszeczka z atłasu...
Rozbrzmiewa okrzyk bólu z tęsknoty do mlisia...
Przybądź droga mamusiu... Przybądź, nie trać czasu...