Strona:PL Julian Ejsmond - Patrząc na moich synków.djvu/08

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DZIECKO.

I

Wśród wszystkich smutków świata,
wśród wszystkich radości ziemi
jedna jest róża bez cierni
najcudniejsza pomiędzy cudnemi...

Jeden jest uśmiech bez cienia
i jedna jest słodycz bez jadu —
Jeden jest owoc radości
z ziemskiego rajskiego sadu...

Jedno jest słońce wśród mroków,
co na nas czyhają zdradziecko...
Ten uśmiech, ten cud, to słońce,
ta radość, ta słodycz — to dziecko!


II

Ziemia by była piekłem,
przepełnionem wieczystą żałobą, —
gdyby jej swoim uśmiechem
w raj nie zmieniło bobo!

Słońce — wesele nieba —
byłoby ciemniejsze od mroku, —
gdyby nie światłość co błyszczy
w ślepeczkach tego uroku...

A wszystkie głosy świata
brzmiałyby jak głos przekleństwa, —
gdyby jednego głosiku
zabrakło: szczebiotu maleństwa...