Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZAJĄC I ŻABA.


Szarak, co nieraz bywał w kłopotach i trwogach
nic tracąc serca póki czuł się rączy,
teraz podupadł na nogach,
poczuł, że się źle z nim skończy,
więc jęknął z głębi serca: »Ach niemasz pod słońcem
lichszego powołania, jak zostać zającem!
Co mię w dzień pies, lis, konik, kania
i wrona
nawet i ona,
jak chce tak gania.
A w noc gdy drzemię, oko się nie zmruża,
bo lada komar bzyknie przez siatki pajęcze,
wnet drży me serce zajęcze,
tchórząc tchórzliwiej od tchórza.
Zbrzydło mi życie, co jest wiecznym niepokojem,
postanowiłem dziś je skończyć samobojem.
Żegnaj więc miedzo lat mych wiośnianych kolebko!
Wy, kochanki młodości, kapusto i rzepko,
pożegnalnemi łzami dozwólcie się skropić!
Oznajmuję wszem wobec, że idę się topić!«

Tak z płaczem gdy do stawu zwraca kroki słabe,
Po drodze stąpił na żabę.
Ta mu, jak raca, drgnąwszy z pod nóg szusła
i z góry na łeb w staw plusła.
A zając rzekł do siebie: »Niech nikt nie narzeka,
że jest tchórzem, bo cały świat na tchórzu stoi:
każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka,
i swojego zająca, którego się boi«.