Strona:PL Joseph Conrad-Zwierciadło Morza.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dzony ludziom o podejrzanej moralności i lekkomyślnym charakterze. Nakarmiwszy swój niepokój tego rodzaju jaskrawemi opowieściami, ów żeglarz–wojak z krótkim mieczem u boku, z bronzowym hełmem na głowie, pionierski kapitan wojennej floty cezarów, płynął w górę rzeki jak umiał najlepiej. Ciekaw jestem czy plemię zamieszkujące wyspę Thanet było dzikie z natury, gotowe zaskoczyć z tyłu nieostrożnych marynarzy, dzierżąc nabijane kamieniami maczugi i drewniane lance?
Z pomiędzy wielkich handlowych rzek na tych wyspach, chyba tylko jedna Tamiza może budzić romantyczne uczucie ze względu na to, że odgłosy ludzkiej pracowitości i widok ludzkiego trudu nie sięgają wzdłuż jej brzegów aż do morza i nie psują wrażenia tajemniczej przestrzenności wywołanej przez zarys wybrzeża. Szeroka brama rozwarta na płytkie morze Północne przechodzi stopniowo w zwężony kształt rzeki; ale jeszcze przez długi czas statek czuje się jak na otwartem morzu, sterując na zachód przez jeden z oświetlonych i zaopatrzonych w boje przesmyków Tamizy — jak Queen’s Channel, Prince’s Channel, Four-Fathom Channel — lub też płynąc rzeką Swin od północy. Pęd żółtego przypływu niesie okręt jakby w nieznane między dwiema niknącemi linjami wybrzeża. Krajobraz nie ma tu wyraźnego charakteru, nie ma wybitnych, rozsławionych szeroko znaków orjentacyjnych dla oka; nie widać tu w dole nic, coby zapowiadało największe ludzkie skupisko na ziemi, umieszczone nie dalej niż o dwadzieścia pięć mil, tam gdzie słońce zachodzi wśród zorzy rozgorzałej na złotem tle, a ciemne, niskie brzegi dążą na swoje spotkanie. W wielkiej ciszy głęboki, odległy huk wielkich armat próbowanych