Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

do służby. A kiedy już będę na stanowisku, wtedy —
Tak, wtedy. Teraz trzeba wracać. —




Doprawdy, że przypadkiem dzisiaj po tylu latach ten zeszyt znalazłem i piszę w nim znowu kilka słów jedynie dlatego, żem go znalazł. — Bo nareszcie cóż mogę mieć sam sobie do powiedzenia? Wszystko tak ciężko mi idzie, że trudno się zdecydować — chociaż to czas już ostatni...
Należało nie zwlekać, lecz wówczas, w Monte Carlo... Cóż mnie mógł sąd ludzi obchodzić? Dzisiaj jest sytuacja zupełnie zmieniona. Wół roboczy, który nareszcie zrzuca jarzmo, — takie to wstrętne, takie głupie...
Trzeba jeszcze czekać; — tylko: bo ja wiem na co? Chyba na starość pogodną, która się już zbliża. Tak jest, to, zdaje mi się, będzie najlepiej. Wtedy, kiedy wszyscy ludzie pragną żyć i dni swoich strzegą, — wtedy właśnie będzie czas najodpowiedniejszy. Tak, jak gdyby jesiennym wieczorem, wyrzekając się ostatnich dni słonecznych...