Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

się do piersi, targa struny, żre serce, wyjada mózg... wszystko blednie, wszystko się wali... O!
„Banalne i głupie, a jednak boli...“
Zerwał się gwałtownie: wyraz strasznego bólu odbił się na twarzy. Przez chwilę błędnemi oczyma patrzył przed siebie i wyciągał ręce, jakby odpychając marę, która przyszła go prześladować znowu w cichej klasztornej celi. W całej postaci widać było strach.
— Boże! — jęknął — Boże! miłosierdzia!
Ciężko dysząc, upadł na krzesło. Zęby błyszczały mu z pośród rozchylonych warg, palce zaciskały się kurczowo. Uczuł, że mu brak oddechu. Szybkim ruchem rozerwał habit pod szyją i przycisnął dłonią falującą pierś.
Pod palcami zaszeleściało coś...
Maleńka koperta, pożółkła już i wytarta.
Wydobył ją, otworzył. Wyleciała z niej wiązka włosów złotych i miękkich, jak jedwab, listek wawrzynu złamany i dwa zeschłe fijołki.
Oto wszystko!
Oczy zaszły mu łzami.
Ileż to już lat nosi te pamiątki ne sercu! Nie może się z niemi rozstać, nie może! Wie, że to nie wolno, że to niedobrze, a przecież zabrał je z sobą pokryjomu do klasztoru. Nie mógł ina-