Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Sit ei humus levis! Modlisz się teraz często, módl się i za niego“...
Brat Bruno opuścił list na kolana; po policzkach spływały mu wolno dwie łzy.
— Zabił się! zabił... — wyszeptał.
Przed oczyma stanął mu pusty, gorącym, żółtym piaskiem zasypany brzeg nilowy z rzadkiemi palmami tu i ówdzie. Niebo ciemne, szafirowe, a słońce płynie po niem samotne, palące, jak oko wielkie i otwarte wiecznie.
A pod słońcem piramidy wpół zagrzebane w piasek. Tyle wieków, tyle wieków patrzy na nie to oko! A one, grobowce mumji, spokojne, poważne... Sfinks położył się przy nich na straży i duma... Sfinks!
I zdało mu się, że między piramidami a sfinksem, na żółtym piasku i pod słońcem bezsennem widzi zwłoki blade z rozstrzaskaną skronią...
Drgnął i westchnął głęboko.
Słońce zbliżało się coraz więcej ku zachodowi.
Podniósł list i przy blasku ukośnych promieni począł znowu czytać.
„Pamiętasz, — pisał przyjaciel, — jak siadywaliśmy razem nad jeziorem, rozmawiając i patrząc na Alpy? Tak mi dziwno i smutno, gdy