Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/888

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Skłaniać do zgody.
Drugi zaś, Lekarz wsławiony,
Przez poświęcenie, nie dla zysku wcale,
Wziął w swą opiekę szpitale.
Obaj za swoje trudy niewdzięczność zyskali.
Rozjemca, długoletnie gdy godził zatargi,
Z ust zawziętych pieniaczy słyszał same skargi,
Iż waży swe wyroki na nierównej szali;
A na lekarza zgodnie pacyenci sarkali,
Iż dbając o przyjaciół, innemi pomiata.
Taka to bywa w świecie wszelkich cnót zapłata.
Daremnym zniechęceni trudem towarzysze
Zrzekli się swych urzędów i za wspólną zgodą
Spieszą w ustronne zacisze,
Gdzie nad jasną strumyka szemrzącego wodą,
W cieniu drzew rozłożystych, u stóp stromej skały,
Mieszkał Samotnik zgrzybiały.
Przyszli, żądają rady. «Zacni przyjaciele,
Rzekł, o jednej wiem tylko, i tej wam udzielę.
Człowiek, co w drodze życia pamięta o niebie,
Niech pozna samego siebie.
Czy żyjąc w burzliwym świecie,
Wpośród trosk i niepokoju,
Ten cel osiągnąć możecie?
Patrzcie: gdy wzruszę dłonią czystą wodę w zdroju,
Nie zobaczycie się w zmąconej toni,
Bo jasny kryształ chmura wam zasłoni.
Ale czekajcie, niech się uspokoi,