Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/876

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od psów ścigany i już blizki zgonu,
Biegnąc, zobaczył przy świetle księżyca
Widowisko pełne zgrozy:
Plac, na placu szubienica,
Na szubienicy powrozy,
A na powrozach łotrów szereg cały,
Niecne jastrzębie, lisy i borsuki,
Dla przykładu i nauki
Wisiały.
Ich godny brat i kolega,
Słysząc że psiarnia nadbiega,
Zaciągnął powróz na szyję,
Wśród nieboszczyków się kryje
I czeka.
A wtem, zdaleka
Słychać szczekanie psiej zgrai:
Pędzą kundysy, ogary,
Szukając swojej ofiary.
Zwietrzyły Lisa: szczekają zawzięcie,
Czem strzelec wielce się zdumiał,
Bowiem podstępu przeniknąć nie umiał,
I rzucając przedsięwzięcie,
Odwołał pieski. «Łotr się gdzieś skrył, rzecze,
Musi tu być jakaś nora:
Ale raz drugi już mi nie uciecze.»
Jakoż, drugiego wieczora,
Psy znów Lisa wytropiły.
Nieborak zmyka co siły,