Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/867

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niech mi strzaska mózgownicę,
Jeśli dziś, tej nocy jeszcze,
Tych Indyków nie pochwycę!»
Rzekł i przeróżne figle rozpoczyna.
To staje dębkiem i na pień się wspina,
To dokoła drzewa bieży,
To niby jak martwy leży,
To włos najeża,
Zęby wyszczerza,
Harcuje żwawo
W lewo i w prawo,
A nad każdym jego krokiem
Ptactwo sennem czuwa okiem.
Znużył je wysiłek taki:
To ten, to ów z drzewa spada,
A Lis chwyta głupie ptaki,
Ukręca łby i zajada.

Niechaj dla tchórzów będzie to przestrogą,
Że zbytkiem ostrożności w biedę popaść mogą.