Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/858

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Walną naradę złożyli.
«Ja ze Szczurem, Kruk rzecze, na pomoc polecę,
A dom zostawmy na Żółwia opiece;
Nimby się dowlókł nasz przyjaciel stary,
Gazella pójdzie na mary.»
Kruk poleciał, Szczur pobiegł; lecz i Żółw nieboże,
Myśląc, że przydać się może,
Pokryjomu
Uszedł z domu,
Złorzecząc, iż go ugniata
Ciężki pancerz, stare lata,
I że nazbyt krótkie nogi
Plączą mu się podczas drogi.
Gdy się tak wlecze powoli,
Szczur ostrym zębem zdradną przegryzł siatkę
I przyjaciółkę wydobył z niewoli.
Wtem, odgłos kroków przepłoszył gromadkę:
Nadchodzi strzelec. «A to co za psota?
Kto mi sieć przerwał? pewnie Szczur, niecnota!»
Trójka przyjaciół, strwożona hałasem,
Rozbiega się w prawo, w lewo,
Szczur do jamy, Kruk na drzewo,
Gazella znikła za lasem.
Już, zawiedziony w nadziei,
Myśliwiec odchodził z kniei,
Gdy zoczył Żółwia. «Smaczny kąsek, rzecze,
Ta zdobycz mi nie uciecze,
Lecz dla pewności w worek wsadzę waści.»