Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/687

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Choć iskierkę nadziei, chociaż cień dowodu
Że dzieli moje zapały:
Nic i nic! istny kamień, albo bryła lodu!»
Nie dziwię się tym skargom. Na nic się nie zdały
Prawa hymenu, jeśli blaskiem swych płomieni
Miłość ich nie rozpromieni.
Kiedy raz, w nocy, Mąż rozwodził żale,
Że go Małżonka nie kocha nic wcale,
Złodziej przerwał dysputę. Żona, wystraszona,
Pada Mężowi w ramiona:
«Ach, mój najmilszy! ratuj, ja się boję!...
— Dobrodzieju, Mąż rzecze, niech się waść nie płoszy:
Po raz pierwszy prawdziwej doznaję rozkoszy
Dzięki tobie; w nagrodę, bierz co chcesz, jak swoje.»
Tego złodziejom nie mówić dwa razy:
Z ochotą spełnił rozkazy
Uszczęśliwionego Męża;
A ja zaś wnoszę z niniejszej powieści,
Że obojętność, nawet wstręt niewieści
Trwoga zwycięża.