Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/557

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Próżny trud: lekkomyślni zawsze Ateńczycy
Słuchać nie chcieli go wcale.
Więc w oratorskim zapale
Dzielniejszych użył sposobów
I, chcąc poruszyć tłum zobojętniały,
Cienie umarłych przywoływał z grobów,
Przykładem przodków wzniecał wojenne zapały,
To błagał, to znów gromy miotał Jowiszowe:
Lecz nikt nie zważał na jego przemowę,
Słowa z wiatrem uleciały.
Spostrzegł, że płocha tłuszcza, chociaż zguby blizka,
Obległa chłopiąt swawolących grono,
I patrząc na ich igrzyska
O całym świecie zapomniała pono.
Cóż uczynił orator? wpadł na koncept nowy
I temi przemówił słowy:
«Minerwa, podróżując z Orłem i Węgorzem,
Stanęła kiedyś nad morzem.
Więc Orzeł skrzydła rozwinął,
Poleciał górą; a Węgorz popłynął,
I tak przebyli spienione odmęty.
— A Minerwa? lud woła, ciekawością zdjęty:
Mów, co Minerwa poczęła?
— Minerwa? straszliwym gniewem
Przeciwko wam zapłonęła.
Jakto! gdy z wiatru powiewem
O wasze ucho szczęk mieczów uderza,
Gdy miast płonących krwawa łuna świeci,