Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/552

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Motyla homeopatę,
Chirurgów, Wilka z Tygrysem,
Kozy z żętycą i Klacze z kumysem,
I specyalistów tłumy niezliczone.
Nurek doradzał powietrze ścieśnione;
Niedźwiedź miód stary, a razem
Trzy miesiące snu bez przerwy;
Piecuch Kot twierdził, że zdrętwiałe nerwy
Trzeba gorącem przypiekać żelazem.
Każdy, jak zwykle, odmienne miał zdanie.
«A gdzież Lis? pyta Lew chory,
Dla czego Lisa nie ma do tej pory?»
Wilk cyrulik przyskoczył. «Najjaśniejszy Panie,
Lis, doktór obłąkanych, sam rozum postradał;
Nie pomnę, zkąd słyszałem, lecz wiem, że powiadał,
Iż kto za twoje, Królu, ręczy zdrowie,
Temu brak oleju w głowie.
— Hej! wołać Tchórza, Lew rzecze;
Niech mi waść tylko nie stchórzy,
Niech Lisa z jamy wykurzy
I za uszy go przywlecze!
Pan każe, sługa musi. Dopełnił rozkazu,
Lecz, że mściwego Lisa obawiał się psoty,
Przez drogę mu wyśpiewał wszystko, co do joty,
Co Wilk rzekł; nie opuścił ani pół wyrazu.
Stają u dworu. Lis, z nizkim pokłonem
Rzecze, machając ogonem:
«Lękam się królu, że waszej Lwiej Mości,