Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/509

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I żwawe stawiając kroki
Liczy zawczasu złotówki i grosze,
Dwie kopy jaj kupuje, nasadza trzy kwoki,
Widzi już z jaj kurczęta, a z kurcząt kokosze.
W marzeniu wszystko zawsze wije się jak z płatka.
Więc marzy: «Lis się wkradnie... ba! to go przepłoszę;
A zresztą... co tam! choć porwie kurczaka,
Zawszeć mi spora zostanie gromadka:
Sprzedam — i kupię prosiaka!
Kupiłam; sadzam w karmnik i tuczę potrochu:
Kilka ziemniaków, garstka otrąb, grochu,
Jest wieprz!... a jużci tymczasem
Wielkanoc będzie za pasem;
Sprzedam na szynki, i w czasu niewiele,
Kiedy nadejdzie przednówek,
Za marny pieniądz kupię na przychówek
Dojną króweczkę i cielę!
Dopieroż radość będzie, gdy zobaczę,
Jak mój ciołaczek na pastwisku skacze!»
To mówiąc, podskakuje, radością przejęta:
Brzdęk!... dzban prysnął o ziemię. Krowa, wieprz, kurczęta
Razem z mlekiem przepadły; a Piotrowa, w trwodze,
Zebrawszy swoich marzeń zgruchotane szczątki,
Wraca przepraszać męża; bowiem Piotr, niebodze
Za szkodę nieraz daje dobitne pamiątki.

Któż z nas nie marzy na jawie?
Nie stawia zamków na lodzie?