Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/493

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słowem, chciała wszystkiego. Któż wszystko mieć może?
Los jednak był łaskawym dla pięknej dziewicy:
Przybywali bogaci, młodzi zalotnicy,
Ale panna, przy wyborze
Wzdraga się i noskiem kręci:
«Pożal się Boże! to mi konkurenci!
Ten źle wygląda w mundurze,
Tamten ma usta za duże,
Temu czupryna się jeży,
U tego znów nos za brzydki.»
Drwiła, szydziła, tak, że na młodzieży
Nie zostało suchej nitki;
Odeszli z grochowym wiankiem,
A panna znowu wzdycha za kochankiem.
Przybyli inni; już nie baronowie,
Nie książęta i hrabiowie,
Lecz dość zamożni, dobrego imienia,
Chłopcy dziarskie, co się zowie,
Wcale nie do pogardzenia.
Panna znów rozdaje kosze.
«Co to im się w głowach roi!...
Wiejska hałastra (no, proszę)!
Puka do pańskich podwoi!...
Jeszcze mi za mąż wcale się nie spieszy:
Mam czas — i przecie znajdę co lepszego!»
Mija rok, drugi, cwałem lata biegą,
Nikt się nie zjawia z zalotników rzeszy.
Pogardzeni zapomnieli,