Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/485

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przybywa po nią. «I cóż, moje dziecię,
Jakże czas tu ci schodził? Wszak tęskniłaś przecie?
— Byłam jak na uwięzi, odpowiada żona;
Co tu za ludzie! nie sposób dać rady:
Same leniuchy, same darmozjady!
Gadałam i gadałam; na nic się nie zdało:
Gdy wyszłam w pole na chwilę,
Musiałam łajać; i zaraz, o milę
Wszystko co żyje, zmykało.
— Czy tak? mąż rzecze, zostańże tu sobie:
Skoro na sam twój widok każdy ztąd ucieka,
To cóż mnie biednego czeka,
Gdy zechcesz, w każdej dnia i nocy dobie,
Zrzędzić jak dawniej? Sługa uniżony!
Jeśli jeszcze raz w życiu powrócę do ciebie,
Niech po śmierci, za karę, Bóg zeszle mi w niebie
Ze dwie takie jak ty, żony!»