Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/412

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Cenną dla bajkopisów jest zwięzłość osnowy:
Ezop zawsze krótkiemi wyrażał się słowy,
A Fedra, arcymistrza w jędrności i sile,
Za brak ozdób ganili współcześni Zoile.
Lecz przeszedł ich Grek pewien, który swe powieści
(Spartańską wielbiąc krótkość) w czterech wierszach mieści.
Są-li te ciasne ramy wadą lub przymiotem?
Niechaj znawcy rozstrzygną; nie mnie sądzić o tem.
My raczej na przykładzie zróbmy porównanie.
Grek strzelca w bajkę włożył, a Ezop pasterza;
Pomysł obu do celu jednakiego zmierza,
Dla tłumacza zaś tylko ta chluba zostanie,
Że, śladem poprzedników występując w szranki,
Dorzucił nieco kwiatów do ich barwnej tkanki.
Oto, co prawi Ezop:

Kiedy pasterzowi
Codzień ginęło jagniątek po kilka,
Posądził wilka;
I myśląc, że go ułowi,
Wkoło ciemnej jaskini sieć zastawił zdradnie.
«Jowiszu! rzecze, jeżeli w tej dobie,
Tu, w moich oczach, łotr do matni wpadnie,
Cielca tucznego zarznę na cześć tobie.»
Zaledwie wyrzekł te słowa,
Aż tu z jaskini wychodzi Lew srogi.
Pasterz w nogi!
Drżący, wpół martwy, w ciemny kąt się chowa