Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/396

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po tak przykładnej umowie,
Przyszła myśl Sowie
Zapytać Orła: «Ależ, panie bracie,
(Wybaczcie, jeśli was nudzę)
Czy tylko dobrze moje dziatki znacie?
Żebyście ich nie zjedli, w mniemaniu, że cudze.
— Znam je, odpowie Orzeł, tak... zdaleka... trochę,
Są nieco szare, bure, głupowate, płoche...
Lecz dla pewności zapoznaj mię z niemi.
—  Wolę opisać; słuchaj: to czyste anioły,
W piękności nic im nie zrówna na ziemi,
Dowcipne jak jastrzębie, krasne jak sokoły;
A nawet (przebacz, bo to prawda święta)
Daleko są zgrabniejsze niż twoje orlęta,
Choć wam królewską cześć oddają szpaki.
Słowem, wszelkie inne ptaki
Znikną przed niemi tak jak cień przed słońcem;
Koniec końcem...
— Już dosyć, przerwie Orzeł, przyjaciółko miła,
Tak dobrześ mi je skreśliła,
Że niepodobna zbłądzić; żegnam cię, bądź zdrowa.»
Niedługo atoli, Sowa
Wróciwszy raz do gniazda nakarmić wyrostki
(Swe anioły tak nazwane),
Znajduje z nich tylko kostki
I główki poodgryzane!...
Więc w gorzkie żale,
«Dziękuję waszeci,