Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/342

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Więc pełen żalu, łzy lejąc obficie:
«Jowiszu! woła, cóż pocznę w tej dobie!
Wróć mi siekierę, a powrócisz życie;
Lub skróć dni moich ostatek,
Bo gdym ją stracił, biedny, jak zarobię
Na chleb dla żony i dziatek?»
Usłyszał Jowisz skargę nieboraka;
Skinął — i wnet, lotem ptaka
Na ziemię spłynął z za chmury,
Posłaniec bogów, Merkury.
«Pociesz się, biedny człowiecze
(Do Kmiotka rzecze),
Znalazłem twoje narzędzie.»
I pokazując siekierę złotą,
Zagadnął: «Pewnie ta będzie?»
A Drwal mu na to z prostotą:
«Ej, nie ta!» Bożek srebrną wydobywa:
«I ta nie moja.» Aż za trzecim razem,
Zoczywszy drewno z błyszczącem żelazem,
Kmiotek radośnie siekierę porywa:
«Oto jest! woła, przyjmij dzięki szczere:
Nie pragnę tamtych, gdym odzyskał szkodę.»
A bóg, złotą i srebrną dając mu siekierę:
«Weź i te, rzecze, jako cnoty swej nagrodę.»
Zniknął, a Drwal do domu skarb zyskany niesie,
Przed sąsiadami chlubi się z przygody.
Natychmiast drwale w zawody
Gubią siekiery po lesie,