Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co zazdroszcząc Pieskowi, chciał go naśladować,
I jak on, swego pana głaskać i całować.
«Bodaj to psem być! mówił sam do siebie;
Jak się to licho z państwem pobratało!
Jak się to spasło na próżniaczym chlebie!
A ja tymczasem, za swą pracę całą
Mam garstkę siana i plag, co się zmieści.
Zkąd Psu ta łaska? Ot, łapę podaje;
Wielka mi sztuka!... A pan za to pieści,
Pani całuje i daje przysmaki.
Dalipan, dziwne zwyczaje!
Ja, com nie pies, lecz Osioł, i nie ladajaki,
Do łask pańskich tem większe prawo rościć mogę.»
Tak myśląc, i dowcipem własnym zachwycony,
Skoczył do pana, podniósł zabłoconą nogę
I kopytem po twarzy głaskać go zaczyna,
Czule przytem oślemi przemawiając tony.
«Tfu! w imię Ojca i Syna!
Co to ma znaczyć?» pan woła zdumiony;
«Hej, kija!» Wnet parobków zbiegła się gromada,
Ten Osła batem kropi, ów drągiem okłada:
Srodze zbity powrócił do swojej roboty,
I na tem się skończyły Osiołka zaloty.