Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/264

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mieniąc się godnym ludzkiej parenteli
Po mieczu i po kądzieli.
Czemu nie? wówczas każdy lew mógł przecie
Z nami o lepszą iść śmiało:
Miał rozum, męztwo, a przytem, na grzbiecie
Grzywę wspaniałą.
Otóż, Lew pewien jaśnie oświecony
Ujrzał pasterkę na kwiecistej łące
I wnet, wyznając afekta gorące,
Chciał ją zaszczycić mianem swojej żony.
Ojciec dziewicy chętnie byłby gotów
Wziąść lada chłystka za zięcia,
Byle się pozbyć zalotów
Zakochanego zwierzęcia.
Dać? szkoda córki; nie dać? strach nielada:
Przeciw Lwu opór daremny;
A dziewica (któż serce kobiety wybada?)
Mogła, na przekór ojcu, zawrzeć ślub tajemny:
Bo każde dziewczę (choć się przyznać nie chce),
Mile po serduszku łechce
Wzrost wspaniały, gęsta mina,
Bystre oko, męztwo, siła,
Bujny wąsik i czupryna.
Więc córeczka lwy lubiła,
Ceniąc wszystkie te przymioty;
Ojciec zaś nie miał ochoty
Wręcz rozprawić się z kochankiem
I zakończyć Lwa zaloty