Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Więc raz, gdy wrócił z gospody
Spity jak nieboszczyk Bela,
Żona, sfrasowana wielce,
Trumnę w piwnicy całunem zaściela
I na dwa spusty zamyka opoja.
Skoro wytrzeźwiał, patrzy wkoło siebie:
Mary, gromnice, kir... jak na pogrzebie.
«Cóż to? zawoła, czyżby żona moja
Została wdową?»
Wtedy kobieta, w milczeniu głębokiem,
Udając postać grobową,
Powolnym zbliża się krokiem
I mężulkowi podaje śniadanie,
Samego chyba godne Lucypera.
Osłupiał, oczy przeciera,
I wierząc, że w piekielne dostał się otchłanie:
«Kto jesteś?» pyta żony. «Jam sługą Szatana:
Jeść daję tym, co Piekłu przypadli w udziale.»
A mąż jej na to: «Ach, moja kochana,
A pić nie dajesz im wcale?»