Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Motłoch żabi, zdjęty trwogą,
Dalejże nurka pod wodę!
Żaby stare, Żaby młode
Uciekają, kędy mogą;
Całe żabie pokolenie
Włazi w dziury, między trzciny,
Między trawy i korzenie
Olchy, wierzby i łoziny.
Ucichło. Kloc bez ruchu na wodzie spoczywa.
«Powstań, ludu! — starszyzna odzywa się żabia:
Zbierz ducha, tłuszczo lękliwa!
Trzeba przecie zobaczyć, co nasz Król porabia.»
Więc jedna, nieco śmielsza, zbliża się powoli;
Za nią druga i trzecia; wreszcie, całą zgrają
Królowi na kark wsiadają.
Skaczą, depczą, harcują i w płochej swawoli
Rozliczne czynią bezprawia,
A Król cierpi i milczy i ani się ruszy.
«Jowiszu! wrzasną Żaby, toć to kloc bez duszy!
Chcemy Króla żywego, nie jakąś tam kłodę!»
Jowisz, powolny prośbie, zsyła im Żurawia.
Ten, srogo władzy swojej oznajmił początek:
Bowiem dziób ostry zanurzywszy w wodę,
Szpera i łowi, połyka, zajada
I czyni z Żab i Żabiątek
Straszliwą rzeź niewiniątek.
Żaby w skargi: «Gwałtu! zdrada!
Precz z ciemięzcą! precz z tyranem!»