Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Błądząc samotny w ustroni,
Spojrzę, aliści za mną Smok stugłowy goni;
Krew zastyga mi w żyłach, wylękły uchodzę,
Gdy wtem płotek mizerny wstrzymał Smoka w drodze;
Próżno przejść usiłował: każdy łeb potworu
Do osobnego cisnąc się otworu,
Utknął pośród gałęzi. Ledwiem pozbył trwogi,
Alić niebezpieczeństwo zagraża mi nowe.
Przyczołgał się Smok drugi: jednę tylko głowę,
Ale sto miał ogonów; ten nie zmylił drogi:
Przeszła głowa przez otwór, przeszło cielsko całe,
A za cielskiem ogony przemknęły się snadnie.
Dla tego to, nad wasze hufce okazałe
Wojsko Sułtana wolę, bo jeden niem władnie.»