Strona:PL Jean de La Fontaine - Bajki.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie ujdzie ci bezkarnie tak bezecna wina.»
Baranek odpowiada, drżąc z bojaźni wszystek:
«Ach, panie dobrodzieju! racz sądzić w tej sprawie
Łaskawie.
Obacz, że niżej ciebie, niżej stojąc zdroju,
Nie mogę mącić pańskiego napoju.
— Co! jeszcze mi zadajesz kłamstwo w żywe oczy?
Poczekaj, języku smoczy;
Przed rokiem zelżyłeś mnie paskudnemi słowy.
— Ja zaś? jeszczem i na to poprzysiądz gotowy
Że mnie zeszłego roku nie było na świecie.
— Czy ty, czy twój brat, czy który twój krewny,
Dość, że tego jestem pewny,
Że wy mi sławę szarpiecie;
Wy, pasterze i z waszą archandryą całą
Szczekacie na mnie, gdzie tylko możecie:
Muszę tedy wziąść zemstę okazałą.»
Po tej skończonej perorze,
Capes jak swego i zębami porze.

Trembecki.