Strona:PL Jaworski - Historje manjaków.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mię z bagna, ale zburczeli mię za grymasy, za niewdzięczność wobec ludzi niezwykle uczynnych. Więc gniłem, a Marta kochała gorąco. Gdy światła w tym schronisku pogasły, zjawiała się Marta nad moim łóżeczkiem i wyciągała pędraka do swojej alkowy na powtarzanie lekcji. W negliżu i bez negliżu uczyła mię miłości. Czemu wówczas Fallus się nie zjawił, wszechmocny kompozytor stosunków istotnych, przeczystych? Jak w malignie ukończyłem szkołę. Marta zaprotegowała mię do zamożnej, zwyrodniałej damy, utrzymującej ze świetnych dochodów męża i poza jego naiwnemi plecami cały szereg bubków na użytek w kulturalnych misterjach. Posiadałem już wówczas moją „czystą“ konstrukcję miłości. Dla siwowłosej damulki stałem się przy wyuczonych zaletach cennym nabytkiem, pierwszą napotkaną duszą bratnią, „tym jedynym“. I mogłem bez troski, bez najmniejszego dla rodziców uszczerbku ukończyć politechnikę. Żywego, młodego ciała nigdy nie dotknąłem utęsknioną ręką, młodzieńcze moje wargi starły swą purpurę na tłuszczu warkoczyków siwiutkich i na chropawej skórze piersi uschłych. Utrzymanek i wychowanek półtrupka trupio o miłości myślę. Rokrocznie lampki palę na grobie mej matki­‑kochanki i modlę się szyderczo do stęchłej o niej pamięci. Zgnilizna w krew mi weszła i zwolna ciało toczy —
— Lecz cóż z nauczycielką? Wszak przyszły potym pragnienia, zachcianki — badał nielitosny Kręcicki.
— Pomściła się na mnie za mnie samego.