Strona:PL Jan Sten - Jeden miesiąc życia.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


owładnięta już płaczem]. Ale ty mi wierzysz, że ja ciebie kochałam, ja może i dziś ciebie jeszcze kocham...
ANDRZEJ. Zosiu, więc ty wrócisz do mnie, wrócisz?
ZOFIA [spokojniej, z wielkim wysiłkiem]. Nigdy, nigdy. Ty się nie łudź, Andrzeju... Ja się będę u nóg twoich tarzać, ja mogę głowę położyć pod twą stopę, abyś mię zadeptał, jak ladacznicę, ale ja nie wrócę, nie! Słuchaj, gdybym go nawet kochać przestała, gdyby on nie żył, nie wrócę do ciebie, nie wrócę...
ANDRZEJ. Tak bardzo go kochasz?
ZOFIA [nie mogąc przenieść wzruszenia]. Tak, tak kocham jego, jego — i już nie tylko jego!! [spazmatyczny płacz. Odwraca się od Andrzeja, pada na kanapę, kryjąc twarz w ręce].
ANDRZEJ. Jezus Marya!! [ciszej znacznie, prawie bezmyślnie] Jezus Marya... [spokojnie] O dziecku twojem nie zapomnę, Zofio! [zwraca się ku wyjściu, spostrzega Karskiego. Karski podchodzi zwolna na przód pokoju].
KARSKI [do Andrzeja]. Pamiętaj pan i o niej [do Zofii, która patrzy nań prawie osłupiała]. Tyś krzywoprzysięgła dzisiaj Zosiu; on ciebie więcej kochał.