Strona:PL Jan Sten - Jeden miesiąc życia.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kwiat chabrowy. Tylko z dali, z dali dobiegał szum potoku, radosny zgiełk fali, skaczącej po kamieniach, tak jednostajny, że niknął wnet dla ucha i zdawał się jednym z tonów wielkie; ciszy.
Z kwiatów i ziół, z ziemi rozgrzanej i zbóż buchał odurzający miodowy zapach południa. Z najtajniejszych soków żywych upał wydobył wonie mocne i ciepłe. Pachniało życie w powietrzu... i chęć życia.
Gdy szli tą miedzą, zdawało się im, że doprawdy tyle tylko jest świata, ile wzrok ogarnie, i tyle szczęścia, ile jest w tej chwili.
Miedza się skończyła; wyszli na większą drożynkę wśród łąki. Zatrzymali się mimowolnie i spojrzeli na siebie. Rozmarzył ich żar. Opasał ją nagle rękami, przycisnął ku sobie i przytulił, jak dziecko. Czuł przy sobie jej postać wiotką i miękką; przez lekkie suknie przenikało doń zbliska ciepło jej ciała. Patrzyli na siebie jeszcze. Usta ich złączyły się w pocałunku długim, głębokim. Po chwili chciała usunąć odeń głowę. Nie mógł oderwać się od niej, upajał się jej tchnieniem.
— Daj mi odetchnąć sobą, daj mi odetchnąć sobą... Pił oddech jej ust, jak woń kwiatu. Świat zakręcił mu się w oczach.
Usiedli na trawie. Nie prowadzili nigdy ze sobą rozmów długich. Wśród tej przyrody,