Strona:PL Jan Potocki - Rękopis znaleziony w Saragossie 05.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


śpiewającego pustelnika i gdy śpiew ustał, zszedłem schodami chcąc udać się do pokoju murgrabiego. Trzymałem w ręku kawałek łojowej świeczki, wiatr ją zagasił, powróciłem aby ją zapalić; ale jakież było moje zadziwienie, gdy ujrzałem Seneszala i jego żonę którzy wyszli z ram i siedzieli przy kominie. Rozmawiali sobie poufale, tak że można było wyraźnie słyszyć ich słowa: «Moja panno — mówił Seneszal — co Aśćka myślisz o tym Kastylijanie który uśmiercił kommandora i nie pozwolił mu nawet wyspowiadać się?» — «Myślę mój miłościwy mężu i panie — odrzekło widmo niewieście — myślę, że jest to wielki grzech a niegodziwość. Mam jednak nadzieję że wielce możny a miłościwy Taille-fer, nie wypuści tak na sucho owego Kastylijana i że ciśnie mu rękawicę.» Strach mnie zdjął niezmierny, wypadłem na schodki, chciałem poomacku trafić do drzwi murgrabiego, ale nadaremnie. W ręku trzymałem zawsze świeczkę, pragnąłem ją zapalić i nieco się uspokoić, usiłowałem wytłumaczyć sobie, że rozogniona wyobraźnia moja spłodziła dwie postacie które widziałem był przy kominie. Wróciłem więc i stanąwszy we drzwiach zbrojowni, przekonałem się że rzeczywiście